Nasza demokracja korzysta z krytyki, ale nie z motywowanego fatalizmu niektórych „ekspertów”, którzy wydają się bardziej kierować swoją polityką niż rygorem akademickim. W ostatnich latach pojawił się gatunek komentarzy, który sprzedaje wątpliwości jako wyrafinowanie. Redukuje pracę reform do karykatury, traktuje każdą niedoskonałą transformację jako dowód na trwałą porażkę i oferuje znane pocieszenie: Indie rzekomo są skazane na zagładę przez własnych decydentów. Taka postawa ma konsekwencje. Osłabia zaufanie do statystyk i rynków, zachęca do fatalizmu wśród przedsiębiorców i inwestorów. Refren jest znany i ogólny: zbiory danych Indii są niewiarygodne, wzrost gospodarczy nie przynosi korzyści ubogim, istnieje kapitalizm kumoterski, Indie nie mogą produkować na dużą skalę itd. itd. Każde z powyższych twierdzeń nie wytrzymuje weryfikacji faktów. Pod przywództwem PM Sh @narendramodi Ji, Indie wybrały trudniejszą drogę realizacji, a to wyniki, audytowane w liczbach i odczuwane w gospodarstwach domowych, przetrwają wszelkie krótkotrwałe argumenty na rzecz rozpaczy. Mój artykuł w @IndianExpress dzisiaj na temat tego, dlaczego, wchodząc w 2026 rok, debata publiczna w Indiach powinna zaczynać się od odrobiny noworocznej dyscypliny, a nie od pakowania insynuacji, założeń i twierdzeń typu „strzel i uciekaj” jako analizy ekonomicznej.